sobota, 11 marca 2017

♣ ZAPRASZAM

 „The story of Callissa & Dean — You found me, I found you”
Opowiadanie na podstawie seriali „Pamiętniki WampirówSupernautral

Callissa M. Gesselle po tragicznej śmierci rodziców postanawia zamieszkać
u swojej ciotki, Izabeli, która jest jej jedyną rodziną. Przeprowadza się z
Londynu do małego miasteczka w stanie Virginia - Mystic Falls. Zapisuje
się do miejscowego liceum, ale na początku nie jest nazywana „Callissą” 
tylko „Eleną”. Zaprzyjaźnia się z dwoma dziewczynami - Caroline i Bonnie,
które coś przed nią ukrywają. Poznaje braci Salvatore, nie wiedząc jeszcze
nic o ich wampirzej naturze. W Mystic Falls pojawiają się bracia Winchester, 
którzy polują na istoty nadnaturalne. Jak to wszystko się potoczy?
Obserwuj historię na bieżąco razem ze mną, a się przekonasz!


środa, 1 lutego 2017

♣ Epilogue


     Blondynka siedziała na kamiennej ławce w zimnej krypcie. Do środka wpadały tylko nieliczne promienie światła przez kolorowe witraże, a pomieszczenie delikatnie oświetlały dwie pochodnie po obu stronach dębowej trumny. Całe jej ciało drżało z przerażenia, na to, co ją za chwilę czeka. 
        Cisza była nie do zniesienia, słyszała jedynie swój niespokojny oddech. Spojrzała na godzinę w telefonie, była za dziesięć ósma. Miała jeszcze dziesięć minut, aby wszystko sobie na nowo przemyśleć co chce powiedzieć. Wstała z miejsca i podeszła do trumny, na którą położyła swoją bladą dłoń. 
     Ostatnie pięć minut, trumna zadrżała, a ona wystraszona zabrała swoją dłoń. 
     Ostatnia minuta. Blondynka wzięła głęboki wdech i powoli otworzyła trumnę. 
     Łzy stanęły w jej oczach, jeszcze kilka sekund i nastąpi ten tak długo oczekiwany moment.
     Oczy Madeline otworzyły się, a pierwsze co zobaczyła to twarz swojej najlepszej przyjaciółki jaką była Caroline Forbes. Nie wiedziała co się dzieje, przecież przed chwilą była w domu Salvatore'ów, a teraz jest w... krypcie? Uniosła się do pozycji siedzącej i rozejrzała się wkoło siebie. Nic nie rozumiała, ale wiedziała, że przerażenie powoli zaczyna się w niej pojawiać. Zobaczyła wyciągniętą dłoń blondynki, więc niepewnie ją chwyciła i z jej pomocą wyszła z trumny. Jej oczy zaszkliły się. 
— Caroline... — zachrypiała. — Powiedz mi co się do cholery stało!
     Blondynka chwyciła swoją przyjaciółkę za obie dłonie i poprowadziła ją na kamienną ławkę. Wzięła głęboki wdech, a w jej oczy powoli zalewały się łzami z poczucia winy. 
— To wszystko moja wina Madeline — powiedziała. — Jest mi na prawdę bardzo przykro, owszem jesteś w końcu upragnionym człowiekiem, ale... musiało minąć trochę czasu zanim to nastąpiło — dodała.
     Pierce zmarszczyła brwi, a jej serce chyba się chwilowo zatrzymało po ostatnim zdaniu przyjaciółki. 
— I...Ile czasu? — zapytała niepewnie, a jej ręce zaczęły mimowolnie drżeć. 
— Siedemdziesiąt lat — powiedziała cicho. 
     Madeline miała nadzieje, że się przesłyszała. Siedemdziesiąt lat?! Czyli był jednak pewien haczyk, o którym nikt nie wiedział. Jej łzy zaczęły spływać po policzku, zauważyła tę samą reakcję na twarzy przyjaciółki. Szybko otarła jej łzy, wiedziała, że czuje się ona temu winna, ale skąd miała wiedzieć?
— Nie płacz, to nie Twoja wina Caroline... Nie miałaś prawa wiedzieć, że coś takiego może się zdarzyć, nie mam do Ciebie i Sam'a o to żalu — delikatnie się uśmiechnęła, ale po chwili jej usta przybrały kształt prostej kreski. — Właśnie... Co z Dean'em i Sam'em?
     Caroline pokręciła głową na boki i wybuchła jeszcze gorszym płaczem. 
     Oni już nie żyli, przecież to jasne. Minęło siedemdziesiąt lat, a na pozostanie wampirem żaden by się nie pokusił. Przekręciła głowę w bok, a tam stały jeszcze dwie trumny. Caroline nie musiała nawet mówić, kto się w nich znajduje. Wstała z ławki i podeszła do jednej z nich. Na wierzchu trumny zostały wyryte inicjały "D.J.W". Opuszkami palców przejechała po literkach, mimo tego nie była smutna. Jedynie zawitało w niej delikatny żal, że się z nim nie pożegnała oraz, że już go nigdy nie zobaczy.
— Ułożył chociaż sobie życie? — zapytała Madeline ciągle stojąc przy trumnie. 
— Po Twoim zaśnięciu porwał się w wir łowów. Oddalił się od nas wszystkich, nawet od Sam'a. Przez czterdzieści lat nie wiedzieliśmy, gdzie jest. W swoje sześćdziesiąte siódme urodziny wrócił do Mystic Falls. Przychodził tutaj codziennie przez trzy lata i nagle zmarł na śnie — odpowiedziała. — Z tego co się dowiedzieliśmy to nie miał żony, ale... ma syna. I jest tutaj, przed kryptą. Ma trzydzieści siedem lat i bardzo chce Cię poznać — dodała, na co Madeline zareagowała lekkim uśmiechem. 
— Chętnie go poznam — powiedziała. — Mamy rok dwa tysiące osiemdziesiąty szósty, tak? — zapytała, a Caroline pokiwała głową. — Dobrze wiedzieć.
     Pierce uśmiechnęła się nieco szerzej, po czym spojrzała ponownie na przyjaciółkę.
— Muszę się do wszystkiego znowu przyzwyczaić. Chcę tylko żebyś wiedziała, że nie mam Ci nic za złe, nikomu. Dostałam to czego tak bardzo chciałam, mimo tak ogromnej ceny. Miałam wspaniałą rodzinę, przyjaciół, miłość swojego życia... Muszę ponownie ruszyć na przód. Mam czystą kartę, więc... dziękuję Wam, wszystkim — powiedziała cicho, po czym ucałowała wierzch trumny, w której spoczywał Dean. 
     Miała dobre życie, takie nietypowe. Nie żałowała niczego, jak kochała, czy nienawidziła to całym sercem. Nie miała nic nikomu teraz za złe. Tak czy inaczej, mimo strat cudownych dwóch osób, jakimi byli bracia Winchester, była szczęśliwa. A teraz dzięki ich poświęceniom, będzie się starała przeżyć to nowe życie najlepiej jak tylko potrafi. Samotnie, czy z kimś u boku, ale przeżyje... codziennie im dziękując. 

THE END

OD AUTORKI
Mam swój upragniony koniec tego opowiadania. Uważam, że nie zakończyłam go jednak tak jak tego chciałam. Epilog pisałam przez tydzień, dzień w dzień po kilka razy kasowałam wszystko i pisałam od nowa, ale niestety nic innego nie powstało. Cały czas wałkowałam takie "masło maślane", nic poza tym. Pozostawiam Was z tym co jest powyżej, jeśli się Wam to wydaje beznadziejne, to przyznam Wam rację! 
Chciałabym Wam bardzo podziękować za 20,182 wyświetleń, za wszystkie miłe, a nawet za te karcące komentarze! Bardzo mi miło, że miałam dla kogo pisać, że był ktoś kto chciał to wszystko czytać, mimo, że raz było dobrze, a raz tak bardzo tragicznie, że wstyd było dodawać, tak jak teraz ten nieszczęsny epilog. 
Chciałabym podziękować jeszcze niektórym z osobna, więc...

TOPORAGNO  byłaś ze mną niemalże od samego początku, 
zawsze wspierałaś dobrym słowem. Dziękuję również za prywatne rozmowy na GG :)

SIGHT  byłaś ze mną przez calutki pierwszy 'sezon' opowiadania. 
Zawsze niecierpliwie czekałam na Twoje kilka słów, ale nie tylko dla poczytania miłych wyrazów. 
Było to 'coś' w Twoich komentarzach, bardzo je lubiłam, dziękuję!

ENIGMA — Tobie również dziękuję za bycie tutaj, mimo, że ja nie 
byłam jeszcze u Ciebie, a minęło już sporo czasu. Postaram się jednak, któregoś dnia 
zajrzeć i oczywiście wszystko nadrobić!

CLAIRY BLUE — również Ci dziękuję za wszystkie dobre słowa, które 
oczywiście były takim 'motorkiem' do dalszego działania oraz za pozostanie ze 
mną do samiutkiego końca!

MONIKA GRABICZ — jesteś ze mną od pierwszego prologu, aż po ostatni post
przed epilogiem. Dziękuję Ci za to!

RAYNA — mimo, że dawno się 'nie widziałyśmy' jak i u Ciebie, tak i u mnie to 
na prawdę bardzo Ci dziękuję, że byłaś i wspierałaś dobrymi słowami!

OLGA — również bardzo Ci dziękuję za bycie tutaj i dobre słowa, jak
i za prywatne rozmowy, które odbywałyśmy!

DORA PARKINSON — Tobie również bardzo dziękuję za bycie i miłe słowa!

MADZIA TAK PO PROSTU — również Ci dziękuję za bycie i miłe słowa!

Pozostałym, których nie wymieniłam również z całego serduszka dziękuję!
Czas się żegnać!
Callissa & Dean
 Jak niektórzy wiedzą, założyłam kolejnego bloga, ale... czy go poprowadzę?
Nie mam pojęcia, ale mimo to - zapraszam na prolog!
* kliknij na zdjęcie *

POZDRAWIAM I JESZCZE RAZ BARDZO WAM WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ! 

poniedziałek, 16 stycznia 2017

♣ Chapter 2.7

Znalezione obrazy dla zapytania elena gilbert 500x200my stuff tv
     Madeline Elena Pierce chciała go zabić z niewiadomego powodu. Stefan nie powiedział o co chodzi dziewczynie. Damon umówił się z bratem pod Mystic Grill'em, jednak nie miał zamiaru tam jechać. Postanowił wrócić prosto do domu i rozwiązać sprawę z narzeczoną. Wolał załatwić to wszystko od razu, nie miał zamiaru z tym dłużej zwlekać. Tym bardziej, że chodziło o jego życie.
     Obok niego siedziała przerażona Rosie, która miała wcześniej złe przeczucia, które niestety się potwierdziły. W jej głowie chodziły przeróżne myśli. Co jeśli Madeline, jakimś cudem dowiedziała się o zdradzie Salvatore'a? A może chodziło o coś innego? Przecież nikt ich nie śledził. Mimo, że była uważana za osobę niezwykle opanowaną i podchodzącą pozytywnie do różnych sytuacji, w tej chwili stała się wampirzycą niesamowicie strachliwą i przerażoną. W końcu chodziło o życie swojego ukochanego, Damona. Pokochała go od pierwszego spotkania, nigdy czegoś równie pięknego nie poczuła. Różnież pierwszy raz doznała czegoś takiego, choć z początku nie wiedziała jakim słowem to określić. Dziwne uczucie w brzuchu, częściowo odebrana mowa przy każdej wymianie słów. Jedynie jej gesty nie odmawiały posłuszeństwa. Nikłe, ale dające dużo do zrozumienia. Pożądała go, on ją też, ale dalej myślał, że jest po uszy zakochany w Madeline. W tej cholernej Pannie Pierce, która go zdradzała na prawo i lewo. 
     Gdyby tylko wiedziała, że Madeline chciała porzucić Damon'a i odejść w tak zwaną "siną dal" z Dean'em Winchester'em. Nie miała jednak pojęcia, że to starszy Salvatore na to nigdy by się nie zgodził. Uroił sobie, że kocha Madeline, ale czy wiedział za co? Miłość ot tak nie przychodzi. Pociągnęła go jej uroda, nie charakter, inteligencja. Owszem była piękna, była obiektem westchnień każdego chłopaka w liceum, ale to nie tylko o urodę chodzi. Kocha się za całokształt, nie za wygląd, który z czasem przemija. Właśnie... przemija. W tym wypadku, jeśli jest się wampirem, uroda pozostaje, a charakter staje się zmienny. 
     Jego serce biło coraz szybszym rytem niż dotychczas. I to z każdym kilometrem. Nie wiedział na co powinien być gotowy. Czy będzie rozmowa przed, czy po prostu rzuci się na niego i przy pierwszym lepszym chwycie go zabije? Nie mógł tego przewidzieć. Miał jednak nadzieję, że uda mu się to wszystko jej wyjaśnić, wszystko sprostować. Spokoju nie mógł mu dać powód, dla którego miałaby go pozbawić życia. Może ktoś go w coś wrabia? Tak, na pewno stoją za tym osoby trzecie. I już nawet domyślał się któż to może być. Caroline i Sam, przebiegła piękność i mózgowiec, który prawdopodobnie tego mózgu nie ma, skoro nie wie z kim zadziera. To wszystko się jednak dopiero okaże. 
     Niebieski Chevrolet Camaro zatrzymał się na podjeździe. Rosie chwyciła nerwowo jego dłoń i popatrzyła na niego swoimi dużymi, brązowymi oczami błagając, aby nie gasił silnika i póki ma okazję uciekł z nią jak najdalej stąd. On nawet o tym nie myślał. Lekko przejechał opuszkami palców po jej dłoni, aby dać jej do zrozumienia, że wszystko będzie w porządku. Nie mogli wymienić się słowami, gdyż Madeline wszystko by słyszała, a wszystko dzięki nadnaturalnemu słuchowi. Jego telefon zaczął wibrować w kieszeni, więc go wyciągnął i popatrzył na ekran. "Stefan", wybacz bracie, ale nie pogadamy, pomyślał. Komórkę rzucił na tylne siedzenie i spojrzał ostatni raz na Rosie, po czym wyszedł z auta. 
     Rosie postąpiła tak samo. Miała zamiar wejść do środka i w razie nagłego rozjuszenia się sprawy - była gotowa wyrwać serce z piersi panny Pierce. Drzwi do domu były otwarte, przez co mieli widok, kto czekał na nich w salonie. Madeline, Bonnie, Caroline oraz Sam. Damon przekroczył próg domu z cwanym, a za razem pewnym uśmieszkiem. Był przekonany, że brązowowłosa nic mu nie zrobi. Rosie chcąc przekroczyć próg, uderzyła w jakąś niewidzialną ścianę. Już wiedziała, że w niczym nie pomoże, a to są jej ostatnie chwile, kiedy patrzy na oddychającego ukochanego. 

Znalezione obrazy dla zapytania dean winchester gif fast drive     Chevrolet Impala zatrzymała się na podjeździe domu. Był wykończony drogą, ale radość sprawiało mu rychłe spotkanie z ukochaną Madeline. Postanowił najpierw się odświeżyć, dopiero później się z nią zobaczyć. Wszedł do domu i skierował się od razu do kuchni, aby coś przekąsić. Jednak jego uwagę zwróciły porozwalane na stole książki, kartki. 
     Przeglądnął kilka z nich. Wszystko wskazywało na to, że Sam pomagał Madeline wyleczyć się z wampiryzmu i zamienić znowu w zwykłego człowieka. Coś mu jednak w tym nie pasowało. Gdzieś już się spotkał z podobnymi zapiskami. Po chwili zastanowienia wyszedł z domu i wyciągnął ze schowka dziennik John'a Winchester'a. 
     Usiadł przy stole, przewertował kilkanaście kartek, aż w końcu znalazł to czego szukał. Po chwili był przerażony tym co przeczytał. Owszem, to było lekarstwo, ale jeśli wypije się krew osoby, która nie była stworzycielem... Skutki są różne. Skąd mieli pewność, że znaleźli odpowiedniego wampira? 

Znalezione obrazy dla zapytania nina dobrev angry gif
 — Madeline, z jednym masz rację... — zaczął. — To ja zabiłem Twoich rodziców, ale Ciebie w życiu bym nie przemienił w wampira dla zabawy i "miłości"! Dobrze wiedziałem, jakie to marne życie jest dla Ciebie ważne! 
— Nie wierzę Ci! — wykrzyczała. — Skoro wiedziałeś, że to marne życie jest dla mnie takie ważne, to nie pomyślałeś, że rodzice są równie ważni?! Jesteś samolubnym dupkiem. Możesz się posunąć, do wszystkiego. Jesteś kłamcą! Nigdy Ci nie uwierzę, że to nie Ty! — podeszła krok bliżej niego, a z uzębienia wyszły jej kły, które zaraz wtopi w jego szyję.
— W porządku, w takim razie mnie zabij, a przekonasz się, że moja krew na Ciebie nie działa, i dalej pozostaniesz w swojej wampirzej skórze — powiedział spokojnie. 
     Madeline wygięła usta w uśmiechu i zrobiła kolejny krok w przód. Ich twarze niemalże stykały się ze sobą. Każde z nich słyszało swoje bicie serca o wiele głośniej niż zwykle.
— Łatwo Cię rozgryźć kiedy kłamiesz, a kiedy mówisz prawdę — prychnęła. — Raz na jakiś czas uda Ci się powiedzieć coś co jest zgodne z prawdą, wtedy wrzeszczysz, krzyczysz, błagasz. A kiedy łżesz, tak jak teraz, mówisz z opanowaniem, spokojem jak nigdy. Dlatego, że myślisz, że uda Ci się z tego wyjść cało, ale wiesz co? NIE TYM RAZEM! — wrzasnęła, tym razem to ona podnosiła głos. — Bonnie!
     Panna Bennett rzuciła zaklęcie, które obezwładniło Damon'a, a Madeline w tym czasie podeszła do Caroline i wzięła od niej fiolkę z lekarstwem. 
— Masz trzy sekundy, żeby pożegnać się z tym światem — powiedziała spokojnie i przechyliła fiolkę z zawartością, która wleciała prosto do jej ust.
     Jej oczy poczerwieniały, a w okolicach oczy pojawiły się szaro-czarne żyłki. Była gotowa, a on patrzył z przerażeniem, które jej się podobało. W końcu na nowo stanie się człowiekiem i uwolni od tego mordercy i samoluba, którym był Damon. Zniszczył jej życie, więc ona jeszcze zrobi mu przysługę i odbierze mu je. 
     Raz, dwa, trzy... I już czuła smak krwi, którą wysysała z jego szyj. 
     Raz, dwa, trzy... Czuła jak Damon powoli zaczyna konać, jego głowa opadała. 
     Raz, dwa, trzy... Jeszcze cztery pociągnięcia i po nim.
     Raz, dwa, trzy... Ostatnie pociągnięcie i krzyk, który wychodził z gardła ukochanej osoby.
     Damon upadł, jego serce już nie bije, a ona nie czuje żadnej różnicy. 
     Widok ukochanych osób na nią patrzących z przerażeniem sprawia, że nie wie co się dzieje.
     Raz, dwa, trzy... Widok biegnącego ukochanego, a zaraz po tym tylko ciemność. 


♣ ♣ ♣
Rozdział miał być dłuższy, ale niestety się nie udało. Przepraszam. Inaczej to zaplanowałam, ale nagle brakowało mi słów. I szczerze mówiąc całe to "raz, dwa, trzy..." pisałam ze łzami w oczach. Dzisiaj kończę, choć miało być więcej. Do zobaczenia w następnym rozdziale.
NOWY BLOG - ZAPRASZAM 


wtorek, 27 grudnia 2016

♣ Chapter 2.6

Znalezione obrazy dla zapytania elena gilbert 500x200Znalezione obrazy dla zapytania damon salvatore 500x200
     Całą noc nie mogła zmrużyć oka, nawet na chwilę. Była podekscytowana, szczęśliwa, a za razem niesamowicie przerażona, tym co się dzisiaj może zdarzyć, choć tego nie odczuwała. Być może to jest ten dzień, w którym na nowo stanie się zwykłym, kruchym człowiekiem. Była pewna, że to jest to czego chce. Nie potrzebowała nieśmiertelności, tej ogromnej siły jaką jeszcze władała. Chciała normalnego życia, założenia rodziny, posiadania dzieci, doczekania się późnej starości z miłością swojego życia, a potem najzwyczajniej w świecie oddać swój ostatni, ale upragniony i spełniony oddech.
     Po kąpieli, owinięta ręcznikiem usiadła przy toaletce. Chciała wyglądać dobrze, chociaż niektórym mogłoby się to wydawać dziwne. Dziewczyna, ale nie taka zwykła, bo o wampirzej naturze, chce wyglądać dobrze, podczas dokonania ostatniego w swojej nieśmiertelnej karierze mordu na swoim narzeczonym, który okazał się być mordercą jej rodziny i tak jakby jej samej. Trochę skomplikowane, ale prawdziwe. Powinna być teraz przerażona, z myślami, czy na pewno wszystko pójdzie po jej myśli. Tymczasem ona była niesamowicie opanowana i szczęśliwa? Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i pokręciła głową na boki, myśląc: "jestem normalna, czy właśnie z tego wszystkiego postradałam zmysły?"
     Ubrana w jasne jeansy, brzoskwiniową bluzkę obitą w koronkę, w delikatnym makijażu i wyprostowanymi włosami wyszła ze swojego pokoju i zeszła na dół do salonu. Stefan z Daviną przyjrzeli się jej od góry do dołu. Spojrzała na nich z politowaniem, gdyż niepełna grupa ochronna była już w gotowości. Brakowało jeszcze tylko Caroline i Sam'a, którzy po paru sekundach zostali wywołani jak wilki z lasu. Nowo przybyli patrzyli na nią z nadzieją, że nie dopuściła się jeszcze do największej zbrodni na rodzie Salvatore'ów. Zwykle to Damon czynił te "zaszczyty". 
— Eline, dobrze się czujesz? — zapytała niepewnie Caroline, która widziała, że coś jest nie tak. 
     Madeline nie było śpieszno odpowiadać. Delikatnie się uśmiechnęła i odwróciła w stronę Panny Forbes, która patrzyła na nią tak jakby miała ją szczegółowo zdiagnozować, bo mały błąd zaważyłby na całym jej życiu. Pokiwała głową twierdząco, że dobrze się czuje. Blondynka i tak nigdy jej nie uwierzy, nie w tym przypadku. Drzwi ponownie wydały z siebie te okropne skrzypnięcie, a do środka wparowała zdyszana Bonnie Bennett. No tak, zupełnie by zapomniała, że jest ona czarownicą. 
— Nagle wszyscy przybyliście mnie powstrzymywać? — zapytała nieco zdenerwowana. 
     Panna Bennett tylko się zaśmiała i zrobiła jeden krok w stronę najlepszej przyjaciółki.
— Ja akurat przyszłam Cię wspierać, dobrze wiesz, co myślę o Damon'ie — uśmiechnęła się. — W razie przeszkód niektórych osób, dodam Ci otuchy swoją magią — powiedziała donośniejszym tonem. 
     Co prawda, to prawda. Niektóre osoby mogą się temu sprzeciwiać, na przykład Stefan. Zawsze wybierał brata, gdy mu groziła rychła śmierć. Tym razem może być tak samo. Dopiero teraz poczuła się z tym nie najlepiej, mimo iż wczoraj miała poważną rozmowę z młodszym Salvatore'm i dała mu do zrozumienia, że Damon może nie wyjść z tego cało. A wręcz na pewno z tego nie wyjdzie. 
     Teraz pozostało im tylko czekać na Damon'a, który rzekomo dzisiaj ma się pojawić w pensjonacie. Chyba, że Stefan zdążył go uprzedzić. Byłby do tego zdolny, nawet trochę podejrzliwie się zachowywał. W duchu modliła się o to, aby jednak nic takiego nie miało miejsca. Inaczej Dean zastanie ją nadal jako wampira, i mimo niechęci wbije jej drewniany kołek w serce albo co gorsza odetnie jej głowę. 
     Na samą myśl o tym niespokojnie się poruszyła. Nie chciała sobie wyobrażać tego chwilowego uczucia. Chyba kołek w serce to "najlepsza" i "najdelikatniejsza" z metod poskromienia wampira. 
— Madeline, czy zabicie go jest naprawdę konieczne? — odezwał się niespokojnym głosem Stefan, a ta odwróciła się w jego stronę. — Kilka łyków jego krwi nie wystarczy? 
     Nie wiedziała co mu na to odpowiedzieć. Nikt jej o tym nic nie mówił, a ona nawet nie pomyślała, czy istniałaby jakaś szansa na uzdrowienie się z wampiryzmu bez ofiar. Spojrzała na Caroline pytającym wzrokiem. To ona i Sammy zdobywali na ten temat informacje.
— Przykro mi, Stefan, ale kilka łyków krwi nic by nie załatwiło. Musi wypić całą jego krew, inaczej wszystko pójdzie na marne, a nawet mogą pojawić się skutki uboczne — odpowiedziała blondynka.
     Młodszy Salvatore zmarszczył brwi. On jeszcze widział szanse na to, że jego brat ujdzie bez szwanku. 
— Skutki uboczne, na przykład jakie? 
— No nie wiem, przykładowo... Miała by chrapkę na krew, ale już nie ludzką, tylko wampirzą. Nie byłaby sobą, przy pierwszej lepszej okazji by Cię wyczyściła z całej krwi. W najgorszym wypadku groziłaby jej nawet śmierć — odpowiedziała Caroline. — Nie da się wszystkiego przewidzieć, niestety.
     Stefan nikle pokiwał głową na boki. Zwyczajnie rezygnując. Kochał Madeline, ale również i swojego brata, który był jaki był, ale nadal pozostawał jego jedyną rodziną. Jednak jeśli to wszystko byłoby prawdą, to Pierce mu nie popuści i tak czy inaczej go zabije. On nie zamierzał na to patrzeć, więc w wampirzym tempie ulotnił się z towarzystwa, a zaraz za nim Davina, która doskonale wiedziała o co chodzi. Z resztą, to jak pozostali, więc woleli, aby nie był tego świadkiem. 
— Wiadomo kiedy Damon wróci do domu? — zapytała Caroline. 
     Pozostali pokiwali głową przecząco, ale czuli, że lada moment rozpęta się w tym domu morderczy teatrzyk. Byli na to przygotowani i twardo stali za Madeline. 

Znalezione obrazy dla zapytania lily collins gif sad     Chevrolet Camaro mknął ulicami dość sporą prędkością. Byli już nieopodal Mystic Falls. Rosie Mountgomery siedziała na przednim siedzeniu, a jej mina nie była za ciekawa. Była smutna, zmartwiona, co  też zauważył Damon. Nie ukrywał zdziwienia, jeszcze kilka godzin temu była najszczęśliwszą osobą na świecie, gdyż kruczowłosy wampir pozwolił się jej uwieść. 
Przeżyli ciekawy i pełen uniesień czas. A starał się być wierny Madeline... Słowa nie dotrzymał, wdzięki Rosie były o wiele silniejsze niż jego własny rozum. Z resztą, każdy facet uległ by takiej osobie, jak panna Mountgomery. Potrafiła zawrócić każdemu w głowie. 
     Spojrzał na nią z nikłym politowaniem. Powinna się cieszyć, że zdobyła cząstkę jego serca. A ona w tym czasie dąsała się przez całą drogę. Cicho westchnął i odwrócił wzrok przed siebie.
— Mam dziwne uczucie, Damon... — powiedziała ledwo słyszalnym głosem, ale całe szczęście był wampirem, gdyż zwykły człowiek nie usłyszał by nic. — Mam dziwne przeczucie, że nie powinniśmy wracać do Mystic Falls, coś się dzisiaj nie dobrego wydarzy — dodała i przeniosła wzrok na niego.
— Co niby miałoby się zdarzyć? — zapytał zdziwiony. — Archibald ma jeszcze jakieś inne problemy? Nakazał nam wracać, wszystkim przekazał, że jest w Nowym Jorku i na nich czeka, nikt już nie powinien tutaj nam przeszkodzić. Chyba, że Ty coś jeszcze nabroiłaś, a nic o tym nie wiem... 
— Tu wcale nie chodzi o Archibalda! — zdenerwowała się. — Chodzi mi o Ciebie! 
     Zmarszczył brwi i zatrzymał się na poboczu, po czym odwrócił się w jej stronę.
— Nabroiłem coś? Ktoś się o nas dowiedział? — pytał, a ona kręciła przecząco głową. — Więc o co chodzi? To co się działo w Nowym Jorku, zostaje tam. Nikt się o niczym nie dowie, a my zawsze znajdziemy odpowiedni moment, aby sobie przypomnieć co nas tam łączyło — uśmiechnął się i przejechał wierzchem dłoni po jej policzku. — A teraz przestań się dąsać, bo nie masz do tego powodu. 
     Wtem rozległ się dźwięk telefonu, który natychmiast odebrał Damon. 
— Co jest bracie? — zapytał. — Już jestem w Mystic Falls, za pięć minut będę już w domu — wsłuchał się w słowa brata, który mówił do niego jak najęty. — Niby dlaczego chce mnie zabić? 

✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽
Witajcie, dzisiejszy rozdział jest baaaaaaaaardzo krótki, bo mam bardzo mało czasu, a mija miesiąc odkąd nic nie wstawiałam. Niby święta, więcej czasu, ale to nie prawda. Ja go nie mam praktycznie w ogóle, co jest dla mnie bardzo zaskakujące, bo nigdy nie miałam tak zabieganych świąt. Po Nowym Roku wstawię coś znacznie dłuższego, niż wcześniejsze!
Mimo, że już po Świętach to chciałabym Wam złożyć życzenia, niestety spóźnione, ale ważne, że w ogóle są :) Tak więc, życzę wam... szczęścia, zdrowia, radości, spełnienia marzeń, jeśli ktoś prowadzi blogi z opowiadaniami to życzę morza weny, świetnych pomysłów i ogólnie wszystkiego co najlepsze i czego sami bardzo sobie życzycie! Oczywiście jeszcze Sylwestra do samego rana i szczęśliwego Nowego Roku, aby wszystko układało się po Waszej myśli! ♥

niedziela, 27 listopada 2016

♣ Chapter 2.5

Znalezione obrazy dla zapytania elena 500x220 cryZnalezione obrazy dla zapytania elena 500x220 cry
     Atmosfera w domu Winchester'ów była coraz to gęstsza. Nadszedł moment, kiedy to Caroline musiała wyznać całą prawdę Madeline. Wcześniejsze wyobrażenia tej rozmowy były niczym w porównaniu do tego, jak wygląda to teraz. Nie mogła jednak zrezygnować, zbyt wiele poświęcili dla tej sprawy. 
     Panna Forbes usiadła na krześle. Jej wzrok natrafił na czekające na prawdę oczy Madeline. Poczuła się skrępowana, ale musiała kontynuować co zaczęła. 
— Ponad sześć lat temu zostałaś wampirem, nawet sama nie wiesz jak do tego doszło — powiedziała spokojnie Caroline, a na stoliku położyła dziennik, który brązowowłosa doskonale znała, ale nigdy nie posiadła go w swoje ręce. — Tu są zapiski Twojej matki... Opisywała w nim to, jak Damon nachodził ją i Twojego ojca. Chciał posiąść Cię jako żonę, ale oni nie zamierzali tego robić. Chcieli, aby to był Twój własny wybór — przerwała na chwilę nie wiedząc, czy Madeline nadal ją słucha. — Damon im groził śmiercią, w tym i Twoją. Nie chcieli, aby spotkała Cię krzywda, więc... 
— Więc zgodzili się... — dokończyła za nią Madeline, której łzy stały w oczach. 
     Dopiero teraz tak jakby zauważała, że wszystko łączy się w całość, ale czy to nadal jest prawda? To są tylko niewielkie szczegóły, prawdę zna teraz tylko jedna osoba, którą był jej narzeczony. 
— Zgodzili się, ale mieli inny plan, o którym Ty nie miałaś żadnego pojęcia. Wiedziałaś już wtedy tylko tyle, że oddają Twoją rękę właśnie Salvatore'owi — blondynka mówiła dalej. — Chcieli Cię zabrać z Mystic Falls, a nawet z samej Ameryki. Mieli już załatwione bilety do Europy, ale Damon Was ubiegł. Kiedy Ty byłaś z nami na imprezie u Tyler'a, Twoi rodzice w tym czasie ginęli z jego rąk. Przyczynę podali jako pożar, który on sam wywołał dla zatarcia śladów. Czekał na Ciebie, aż będziesz wracać samochodem od nas. Miałaś wypadek na moście, utonęłaś... Klaus wyznał tylko tyle, że wymazał Ci pamięć z tych wspomnień, abyś nie rozpoznała i nie miała żalu do Damon'a o to, co Ci zrobił... Nie musiał zabijać Twoich rodziców, ale czuł, że tak łatwo Cię nie oddadzą w jego ręce, więc pozbył się problemu...
     Po policzkach Madeline spływały łzy, jedna za drugą. Prawda była taka, że wszystko wydawało się być takie prawdopodobne. Tylko jak to możliwe, że Klaus wymazał jej pamięć? Czy wymazał również samego siebie? Zna go dopiero od trzech lat, nie od sześciu. Była w tym momencie rozdarta, nie wiedziała sama w co wierzyć. Spojrzała na dziennik, który po chwili był w jej rękach. 
     Przejechała opuszkami palców po twardej okładce, a następnie otworzyła jego zawartość. Delikatnie uśmiechnęła się na widok pisma matki. Było ono eleganckie, równe, przejrzyste. Jej matka uwielbiała prowadzić własne pamiętniki, a ona odziedziczyła to po niej. Przerzuciła kartki na ostatni wpis. 
Drogi pamiętniku,     moje ukochane, jedyne dziecko powinno już jutro czuć się bezpieczne, mimo tego, że nie wie co jej grozi. Uwolnimy ją od tego mordercy, krwiopijcy... Nigdy nie wybaczylibyśmy sobie, gdyby jej się coś stało. Nigdy nie pozwolę mu jej dotknąć. Moje dziecko zasługuje na życie takie, jakie sama sobie wybierze. We wszystkim powinna mieć swój własny wybór i zdanie. Teraz jest nie świadoma tego, z kim mamy do czynienia. Nie wie o wampirach, wilkołakach mieszkających w Mystic Falls. Doskonale rozumiem jej złość. Gdyby tylko wiedziała, że nie oddamy jej tak łatwo...      Może to właśnie jutro nadejdzie dla nas wszystkich dobry dzień, gdzie będziemy żyli z dala od tego miejsca i ludzi.  
Damon Salvatore - nigdy nie posiądzie w swoje ręce naszego
jedynego szczęścia, jakim jest nasza ukochana Madeline...

     Brązowowłosa poczuła jak złość zawładnęła jej ciałem o wiele mocniej niż dotychczas. Czuła się oszukana przez człowieka, który niby ją kocha, a ośmielił się skrzywdzić jej rodzinę. Z "miłości" nikt by tak nie postąpił, chyba że psychopata, którym jest on. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko mogło być prawdą. Żyła przez sześć lat z mordercą swojej własnej rodziny pod jednym dachem. 
     Wstała z krzesła, czym zwróciła na siebie uwagę blondynki i młodszego Winchester'a, którzy również poderwali się z miejsc w razie jakiejkolwiek interwencji. Nie wiedzieli co Madeline zamierza, albo co może zrobić pod wpływem gniewu, który wyraźnie ją wypełniał. 
— Idziesz gdzieś? — zapytała niepewnie panna Forbes marszcząc przy tym brwi.
     Panna Pierce przeniosła na nią wzrok, po czym pokiwała twierdząco głową. W wampirzym tempie wybiegła z domu Winchester'ów, gdzie słyszała powoli zanikające przekleństwa Caroline. 
     Skierowała się w stronę pensjonatu. Miała nadzieję, że spotka Damon'a i rozprawi się z nim raz a dobrze. To właśnie z jego ust chciała usłyszeć prawdę. 
     Drzwi otworzyła z impetem, a jej oczom od razu ukazał się Stefan, który mył podłogę w salonie. Mop z wcześniej białego - stał się cały czerwony od krwi, którą czuła już przed samym wyjściem z lasu. Stefan patrzył na nią nieco zmieszanym, ale i pytającym wzrokiem. Wiedział, że coś jest nie tak...
— Co tu się działo do cholery jasnej? — zapytała z nutką złości w głosie. 
— Do Archibald'a i Rosie wpadli starzy znajomi... — powiedział podirytowany wcześniejszą sytuacją. — Trochę rozmowa zeszła na inny tor i oto jej skutki. Gdybym wiedział to wcześniej rozścieliłbym jakąś folię, a tak to muszę obejść się tylko z mopem i wiadrem wody — pokiwał głową na boki. — Stało się coś, Madeline? Nie wyglądasz najlepiej... — zapytał, po czym podparł się w kij. 
— Jedno, proste pytanie... Gdzie jest ten sukinsyn Damon? — zmierzyła go wzrokiem. 
     Stefan poderwał się do pozycji pionowej. Bez powodu Pierce nie wparowała tu jak burza, ani nie pytała o niego z taką złością, gniewem w głosie. Musiał jej czymś zaleźć za skórę. 
— Pojechał z Rosie i Archibald'em do Nowego Jorku — powiedział cicho. — Myślałem, że dał Ci znać, jutro mają tu wrócić, tylko uporządkują jakieś sprawy. Dlaczego pytasz?
— Pociesz się tym, że Twój braciszek ma jeden dzień życia dłużej. Gdyby był tu teraz... To właśnie w tej chwili wydawałby z siebie swój ostatni, marny oddech... 
     Odwróciła się na pięcie i w wampirzym tempie ruszyła do swojego pokoju. Stefan stał jak wryty na środku salonu. Nie miał pojęcia co Damon zrobił, ale nie wyglądało to ciekawie. Bez chwili zastanowienia rzucił wszystko co miał w rękach i wszedł po schodach na górę. Stanął przy drzwiach do pokoju Madeline i zapukał. Panna Pierce otworzyła drzwi, od razu zauważył, że przed momentem płakała. 
— Powiesz mi co się stało między Wami? — zapytał, a ona pokiwała głową twierdząco. 
     Wpuściła go do środka. Usiedli na łóżku, ale oboje milczeli. On nie chciał naciskać na to, aby zaczęła jak najszybciej mówić, choć ciekawość w środku go zżerała. A ona zaś, nie wiedziała od czego zacząć.
     Brązowowłosa opowiedziała mu wszystko czego się dowiedziała. Począwszy od lekarstwa, a skończywszy o wiadomości, że to Damon jest mordercą jej rodziców, a zarazem jej samej. Owszem, czuł w sobie złość na brata, ale nie chciał, aby to było powodem do zabicia go. Rozumiał gniew Madeline... Rozumiał także to, że nie chciała być dłużej wampirem. Pragnęła być na nowo śmiertelną, tak jak i on. Zgodził się, aby oddać właśnie jej lekarstwo. On już przeżył tyle lat, więc może przeżyć kolejne... Ona ma jeszcze szanse na ułożenie sobie życia, założyć rodzinę, mieć dzieci. Chciał jej szczęścia. 
— Damon jest jaki jest, ale wątpię w to, że to właśnie on jest Twoim stwórcą — powiedział. 
— Wszystko na to wskazuje... Nie mogę mu tego podarować, rozumiesz? — spojrzała na niego, ale on tylko ją przytulił, bo zabrakło mu słów na to wszystko. 
     Ma czas do jutra, aby sobie to wszystko poukładać i starać się uratować sytuację. 

(fragment zawiera dużą ilość dialogów, za którą przepraszam)
Znalezione obrazy dla zapytania dean call gif     Dean w tym czasie zatrzymał się w kolejnym motelu na noc. Był w stanie Kansas w rodzinnej miejscowości Lawrence. Po drodze do motelu podjechał pod swój stary dom, z którego niewiele zostało po pożarze. Nie pozostał tam na długo. Wspomnienia do niego powróciły ze zdwojoną siłą, więc czym prędzej stamtąd odjechał. Usiadł na kanapie, gdy nagle w jego kieszeni zaczął wibrować telefon. 
     Zmarszczył brwi, gdy zobaczył, że to kolejny telefon od Madeline. Zwykle starał się je zbywać, ale tym razem postanowił odebrać i poświęcić jej chwilę na rozmowę. 
— Wszystko w porządku, Madeline? — zapytał chrypiącym głosem po odebraniu. 
— Nie wierzę, że w końcu odebrałeś... — powiedziała, a głos zaczął się jej łamać z tego chwilowego szczęścia. — Tak, wszystko w porządku... To znaczy nie jest dobrze, ale może wkrótce się to zmieni. 
— Co się zmieni? — pytał, widocznie bardzo dużo go ominęło od wyjazdu. 
— Początkowo miałam to przed Tobą ukrywać do usranej śmieci, ale... Muszę Ci to w końcu wyznać, może to coś zmieni, a może już nigdy Cię nie zobaczę... Nie wiem, wiem tylko tyle, że teraz albo nigdy. Dean... ja... ja nie jestem tylko człowiekiem... W środku jestem martwa, ale mimo to... 
— Wiem kim jesteś, Madeline... — przerwał jej dukanie przez telefon. — Jesteś wampirem... To był główny powód, dla którego nie wróciłem, bo nie chciałem zrobić Ci krzywdy... Jestem w tych sprawach bezwzględny. Wszystko co jest niezgodne z naturą jaką Bóg stworzył musi zniknąć z powierzchni ziemi... Nic Ci nie zrobiłem, choć miałem ochotę... Powstrzymywała mnie tylko i wyłącznie miłość... 
— Wiedziałeś? — wyszeptała. — Dean, to się wszystko jutro zmieni... Na nowo będę człowiekiem. Caroline i Sam znaleźli lekarstwo, znam swojego stworzyciela... Nic nam nie stanie już na przeszkodzie. Kocham Cię i chcę być z Tobą... Bez Ciebie każdego dnia umieram na nowo, już nie mogę tej rozłąki między nami. Błagam Cię wróć do Mystic Falls, jeśli wszystko się uda... — nie dokończyła, bo ten znowu jej przerwał. 
— Jeśli wszystko się uda zabiorę Cię stamtąd i ułożymy sobie życie... — powiedział, a w oczach miał łzy ze szczęścia, że jest szansa na to, aby wrócić do ukochanych ramion. — Jutro z samego rana wyjeżdżam, przejadę te pieprzone cztery stany, ale mam po co. Będę tego samego dnia albo w nocy.  Kocham Cię. 

           ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽
Cześć! Znowu nas nachodzę z nowym, krótkim rozdziałem. Zbliżamy się do końca, już niedługo wszystko się okaże i ułoży w jedną całość! 
Niedługo nadrobię zaległości na Waszych blogach, więc spodziewacie się mnie! :)

sobota, 5 listopada 2016

♣ Chapter 2.4

Znalezione obrazy dla zapytania katherine gif 500x200Znalezione obrazy dla zapytania caroline gif 500x200
     Obudziła się wczesnym rankiem mimo tego, że chciała tego dnia dłużej pospać. Jak na złość nie mogła ponownie usnąć, więc przeniosła się do pozycji półsiedzącej i sięgnęła po telefon. Odblokowała go i lekko się uśmiechnęła widząc, że dostała wiadomość od Dean'a. Pierwszą od kilku miesięcy. Nawet nie liczyła na to, że odpisze, ale jednak zrobił to. Otworzyła wiadomość, a jej kąciki ust opadły i stworzyły prostą linię. "Wszystko u mnie dobrze. Nie martw się i bądź szczęśliwa". Te słowa brzmiały jak ostatnie, które wypowiedział, a raczej napisał do jej osoby. Nie martwić się, bo sobie sam świetnie radzi.  Być szczęśliwą, bo on już nie wróci, zacząć żyć na nowo i bez niego znaleźć szczęście. 
     Problem w tym, że w jej życiu przestało gościć szczęście w dniu, kiedy on opuścił Mystic Falls po raz drugi. To on był powodem jej radości, okazywania miłości, której pragnęła i potrzebowała jak ludzie powietrza. Zadawał jej zarazem szczęście, jak i ból, który niekiedy był nie do wytrzymania. 
     Odłożyła telefon na szafkę nocną. Starała się powstrzymać napływające łzy do oczu, byleby tylko nie ujrzały światła dziennego. Podeszła do okna odsłonić długie, ciemne zasłony, a po jej policzku spływały pojedyncze słone krople. Nie wytrzymała, pozwoliła im uciec. Może potem, będzie lepiej. 
     Po godzinie zeszła na dół, a następnie swoje kroki skierowała ku kuchni. Weszła do środka, gdzie ujrzała Rosie siedzącą przy blacie w cieniutkim, białym szlafroku. Nogi miała odsłonięte, założone jedna na drugą, a stopą delikatnie kołysała w górę i w dół. Włosy pozostawione w nieładzie dodawały jej więcej seksapilu. Nie przywykła jeszcze do obecności panny Mountgomery i Archibald'a w ich domu. Owa dziewczyna lekko drgnęła i z uśmiechem odwróciła się w stronę Madeline. 
— Myślałam, że już gdzieś wyszłaś zanim wstaliśmy — powiedziała przesłodzonym głosem, że wczorajsza wypita krew chciała ponownie wrócić do torebki i lodówki. — Chcesz trochę krwi? Wzięłam z piwnicy od razu parę torebek, żebyście nie musieli tam schodzić. Mało przyjemne miejsce, tak w ogóle. 
— Nie, dzięki — odpowiedziała, choć wolałaby odwrócić się na pięcie i odejść jak najdalej od niej. 
     Rosie niemalże podskoczyła na krześle z nie wiadomo jakiego powodu, a jej oczy rozbłysły. Mogłoby się wydawać, a może nawet to było pewne, że pomyślała w danej chwili o Damon'ie. 
— Damon i Archibald wyszli gdzieś zanim wstałyśmy. Próbowałam się do nich dodzwonić, ale żaden nie odbiera — powiedziała smutniejszym tonem. — Może Ty spróbujesz?
— Teraz nie mogę, bo właśnie wychodzę — zaczęła się wycofywać w stronę drzwi. — Jak wyszli tak i wrócą, jak przyjdzie pora — dodała i zniknęła jej z oczu. 

     Blondynka siedziała w salonie nad stertą ksiąg, które młodszy Winchester dla niej zdobył. Szukała kolejnych informacji na temat lekarstwa dla Madeline. Miała nadzieję, że lekarstwo nie będzie posiadało jakichś "haczyków", o których oni nie będą mieli pojęcia i sprawią, że brązowowłosej, nie daj Boże coś się stanie. Podskoczyła do góry słysząc dzwonek do drzwi, przez zamyślenie straciła czujność co się wokół niej dzieje. W wampirzym tempie pojawiła się tuż przed drzwiami, które otworzyła, a przed jej oczami ukazała się długo wyczekiwana przez nią uśmiechnięta osoba. 
— Witaj, Caroline — usłyszała te dwa słowa, którymi zawsze była przez niego witana. 
     W końcu raczył się pojawić, był jedyną osobą, która mogła zdobyć to lekarstwo i miała nadzieję, że lada moment posiądzie je w swoje ręce, aby oddać je odpowiedniej osobie. 
Znalezione obrazy dla zapytania klaus mikaelson gif 500x200 hello caroline— Klaus, dobrze Cię widzieć — odpowiedziała, a chwilę po tym poczuła za sobą obecność Sam'a, który już został poinformowany, kim jest doręczyciel lekarstwa. — Zaprosisz go, Sam? — spojrzała na swojego chłopaka. 
     Winchester przypatrywał się nowo poznanej pierwotnej hybrydzie i choć wcześniej przyrzekł, że zaprosi go do swojego domu - to teraz miał pewne wątpliwości. Od pół wampira, pół wilka tryskała arogancja, a to była cecha, którą wyczuwał od niego na kilometr. Nie chciał, aby sprawy potoczyły się w nieodpowiednim kierunku, ale skoro obiecywał Caroline, że go zaprosi... 
— Wejdź — powiedział chrypiącym głosem, a Klaus z ironicznym uśmiechem wślizgnął się do środka i pewnym krokiem przeszedł korytarz zatrzymując się dopiero w salonie przy księgach, na które rzucił okiem. Prychnął pod nosem dość nikle, ale każdy mógł to usłyszeć. 
— Caroline, jak zwykle odrabia pracę domową najlepiej jak tylko potrafi — pokręcił głową na boki z niedowierzaniem. — Znalazłaś już jakiś haczyk? — zapytał dalej ilustrując wzrokiem księgi. 
     Blondynka spojrzała pytająco na Klaus'a. Miała wrażenie, że pierwotny wie coś więcej, niż jest w księgach wypisane albo chce sprawić, aby dopadły ją wątpliwości co do oddania lekarstwa Madeline. 
— Nie wyłapałam żadnych haczyków — odpowiedziała zgodnie z prawdą. — Wiesz coś, czego my nie wiemy? Nie chcę, żeby coś poszło nie tak. Nie pogodziłabym się z tym. 
     Doskonale znał jej grę słów. Próbowała go zmiękczyć, aby wyśpiewał jej wszystko czego oni nie wiedzą. Panna Forbes od zawsze mu się podobała, a ona zdawała sobie z tego sprawę. Niestety nie zawsze wszystko jej powie, a tym bardziej na temat lekarstwa. Nawet nie wiedział o jego istnieniu, a co dopiero o skutkach jego zażycia. Przeniósł na nią swój wzrok. 
— Nic mi na ich temat nie wiadomo, dopiero się dowiedziałem o tym lekarstwie — odpowiedział. — Tak jak Ci obiecywałem... zdobyłem je — wyciągnął małą skrzyneczkę z kieszeni. 
     Caroline delikatnie się uśmiechnęła na widok drewnianego pudełeczka. Zrobiła krok w przód, ale Klaus zdążył się cofnąć z ironicznym uśmiechem. Spojrzała na niego niezrozumiale.
— Oddam Ci je, spokojnie... — powiedział ciszej przypatrując się jej, a następnie Sam'owi. — Chciałem tylko się upewnić jeszcze, czy pamiętasz o naszej umowie? Lekarstwo w zamian za dostarczanie mi raz na jakiś czas niewielką ilość człowieczej krwi Madeline — uniósł brwi ku górze.
— Pamiętam, będziesz ją otrzymywał — powiedziała. — Madeline na pewno Ci nie odmówi. 
     Klaus pokiwał głową i wręczył dziewczynie pudełko z lekarstwem do ręki. Następnie znikł bez słowa, ale nie na długo. Lada dzień wróci po to, co było mu obiecane. 


     "Dean, to znowu ja... Nie odbierasz, więc pewnie jesteś na jakimś kolejnym polowaniu. Myślę, że to już czas, abyś wrócił. Teraz nadszedł czas na to, abyś ty i Madeline w końcu się ze sobą połączyli. Macie na to szansę, to jest ta chwila Dean. Od jutra Wasze życie się zmieni, będziecie je dzielić wspólnie, aż po deskę i gwóźdź. Tylko proszę przyjedź, nie schrzań tego... Robiliśmy to dla Was, żebyście mogli żyć ze sobą szczęśliwie. Czekamy na Ciebie..." 
Znalezione obrazy dla zapytania sam winchester gif phone
 — Znowu nie odebrał? — zapytała Caroline, która oderwała wzrok od pudełeczka, które było otworzone, a w nim leżała fiolka wypełniona krwią. 
     Sam odłożył telefon na stół i pokiwał głową na boki. Miał jednak przeczucie, że Dean wróci. Jutro z samego rana na pewno będzie już w Mystic Falls, a jak nie to wieczorem. Wszystko w zależności, gdzie jest. Wstał z krzesła, po czym podszedł do blondynki. Odgarnął jej włosy na jedną stronę i lekko musnął ustami jej szyję. 
— Jutro Madeline w końcu będzie człowiekiem... — powiedziała między jego pocałunkami po szyj, które sprawiały jej niesamowitą przyjemność. — Zasługuje na to, bardziej niż my wszyscy razem wzięci.
— Mhym — mruknął nie przerywając swoich poczynań, ale Caroline odsunęła się od niego na moment.
— Ktoś tu idzie — uśmiechnęła się do niego. — Wieczorem dokończymy — musnęła kącik jego ust.
     Zaśmiała się cicho widząc zrezygnowaną minę swojego ukochanego, po czym podeszła do drzwi słysząc ówczesne pukanie. Do środka weszła Madeline, która nie miała zadowolonej miny. Na pytanie przyjaciółki "czy wszystko w porządku?", przytaknęła głową, ale po chwili zaczęła opowiadać o Rosie, która chwili roznegliżowana pod domu. Nie żeby jej to przeszkadzało, zawsze to może i Damon by się na nią pokusił, a jej dałby wolną rękę. Cała trójka usiadła w salonie. 
— Czy to jest to o czym myślę? — zapytała Madeline, a palcem wskazała na drewniane pudełeczko.
     Caroline przytaknęła głową. Zdała sobie sprawę, że czas powiedzieć przyjaciółce o obietnicy, którą złożyła pierwotnej hybrydzie w zamian za dostarczenie lekarstwa. 
— O zdobycie go musiałam poprosić Klaus'a — zaczęła, a Madeline spojrzała na nią zdziwiona, a za razem świadoma tego, że musiała być zasada "coś za coś". — Tylko on jedyny mógł je zdobyć, nie mam pojęcia nawet, kto to wymyślił, ale końcem końców udało się. Był jednak pewien haczyk, no cóż... jak to z Mikaelson'ami. Może i głupio postąpiłam... Może nie powinnam, ale zgodziłam się, że w zamian za lekarstwo... będziemy mu dostarczać krew do tworzenia hybryd — brązowowłosa przytaknęła głową, ale po chwili spojrzała na nią pytająco. — Twoją krew, już człowieczą... dlatego kiedyś byłaś tak ważna dla niego. Dzięki Tobie mógłby tworzyć swój gatunek. Możesz na mnie zacząć krzyczeć... 
     Nie miała zamiaru na nią krzyczeć, czy mieć pretensji o to, że zgodziła się na taką rzecz za jej plecami. Zrobiła dla niej coś niesamowitego. Nie każdą przyjaciółkę byłoby stać na taki gest. Spędziła kilka miesięcy na poszukiwaniu lekarstwa na wampiryzm tylko po to, aby uwolniła się od Damon'a, nieśmiertelności i ułożyła sobie życie z Dean'em. 
— Skoro taki był haczyk, niech będzie — uśmiechnęła się lekko. — Nie mam Ci tego za złe, spokojnie — powiedziała widząc minę przyjaciółki. — Teraz bym się chciała jeszcze dowiedzieć coś na temat mojego stworzyciela... Dlaczego to Damon nim jest, co zrobił? 
     Caroline cicho westchnęła. Wiedziała, że tuż przed zażyciem lekarstwa, Madeline musiała się dowiedzieć, dlaczego to właśnie on jest jej stworzycielem. Prawdopodobnie to zaważy nad tym czy przyjmie lek, czy odda je komuś innemu. Nie widziała właściwie od czego zacząć. Starała sobie ułożyć w głowie wszystko jeszcze raz. Od początku. Sprawa ta, była dość skomplikowana. Dowodów jest niewiele, a raczej nie ma ich wcale. Wypadałoby jednak połączyć tylko wydarzenia w jedną całość. Według Caroline i Sam'a - to Damon był jej stwórcą, ale czy Madeline w to uwierzy? 
— Uwierzysz albo nie... Nie mamy na to dowodów, musiałabyś tylko spróbować po kojarzyć fakty i przeczytać zapiski z dziennika twojej mamy, które udało nam się znaleźć... 


 ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽
Cześć! Jestem tu ponownie, z czymś nowym i równie spierniczonym, mimo iż, wydaje mi się, że moja wena aż ze mnie kipi, to wcale chyba tak nie jest. Rozdział posiada, przepraszam za słowo, w cholerę pieprzonych dialogów niż opisów, to wydają mi się niesamowicie tu potrzebne. Wybaczcie więc, ale widocznie tak musiało być. Powoli zbliżamy się do końca! Cieszycie się? Ja to tak nijako odbieram, chyba jeszcze to do mnie nie dochodzi. Miały być III sezony, będzie II i to niespełna, bo zakończenie będzie dużo wcześniej. Może ukarzą się jeszcze 2-3 rozdziały i epilog. Będzie to mój drugi ukończony blog, wow! Wyprzedzając w razie czego pytania na temat, czy mam zamiar pisać coś jeszcze to moja odpowiedź brzmi: chyba tak. Na pytanie, na podstawie czego będę pisać: Supernatural i Pamiętniki Wampirów. Może te same postacie, ale inna historia? Jakieś macie swoje pomysły, chętnie je przeczytam, a może nawet i skorzystam, więc walcie śmiało z propozycjami, a ja zacznę myśleć nad kolejnym blogiem! Pozdrawiam!



niedziela, 23 października 2016

♣ Chapter 2.3

tvd the vampire diaries candice accola caroline forbesZnalezione obrazy dla zapytania katherine gif 500x200
     Siedziała na krześle bez ruchu. W głowie miała setki myśli dotyczące jednej i tej samej osoby, której imię i nazwisko zostało wcześniej nadmienione. Przecież to nie mogła być prawda, on by jej tego nie zrobił. Przynajmniej tak chciała, aby było. A co jeśli to wszystko, co mówiła Caroline ,okaże się być autentyczne? 
      Damon Salvatore jest jej stwórcą. Nie mogła w to uwierzyć, ale chciała poznać szczegóły tych podejrzeń. Chciała sobie to wszystko poukładać, pomyśleć czy należy mu się za to kara. Jeśli byłby to tylko zbieg okoliczności, że to przez niego stała się wampirem, nie mogłaby mu nic zrobić. Jeśli jednak okazałoby się, że to było zamierzone z jego strony... Nie wahała by się ani przez chwilę. 
     Jej ciało ogarnęło dziwne uczucie. Dokładnie takie samo, gdy dowiedziała się, że do Mystic Falls powraca tylko jeden z braci. Odczuła nutkę zawiści, choć nie miała jeszcze na to żadnych dowodów. Dlaczego chciałby to zrobić? Miał ku temu jakiś powód, aby pozbawiać jej tak upragnionej śmiertelności? 
     Spojrzała pustym wzrokiem na Caroline, która wydawała się być zaniepokojona. Jej wzrok również powędrował na Sammy'ego, który był gotów w każdej chwili zagrodzić jej drogę i nigdzie nie wypuszczać w obawie, że rozpętałaby piekło w całym Mystic Falls. Może i miałby rację to robiąc. 
— Skąd macie pewność, że to Damon jest moim stwórcą? — zapytała chrypliwym głosem.
     Para spojrzała na siebie, ale żadne nie miało odwagi jej powiedzieć prawdy.
— Mamy do przedstawienia Ci pewne fakty, które jasno wskazują na to, że Damon nim jest — zaczęła Caroline. — Nie mogę Ci jednak o nich teraz powiedzieć, w gniewie mogłabyś zrobić głupie rzeczy, a co gorsza Damon'owi mogłoby się coś stać, a to jeszcze nie pora na niego — dodała stanowczo. 
— Muszę wiedzieć wszystko i to ze szczegółami — powiedziała Madeline. 
— Dowiesz się wszystkiego, ale dopiero, gdy lekarstwo spocznie w Twoich rękach — odparł Sam.


Nashville, Tennessee, późny wieczór
Znalezione obrazy dla zapytania dean gif phone
       Impala zatrzymała się na parkingu pod motelem "Hampton". Dean wysiadł z auta, nie był w najlepszej formie. Padał na twarz ze zmęczenia po polowaniu na tulpę, która przed podpaleniem domu dała mu nieźle w kość. Otworzył bagażnik, z którego wyciągnął jedną torbę, którą zarzucił na ramię i poszedł się zameldować w recepcji motelu. 
     Wszedł do pokoju, w którym wykupił jedną noc. Musiał przyznać, że za taką cenę to i tak najlepszy pokój w jakim kiedykolwiek spał, kiedy był w drodze. Obok okna stało niewielkie łóżko jednoosobowe, a przy nim szafka nocna. Po drugiej stronie był stolik, dwa krzesła, przy ścianie stała lodówka. Ściany były w kolorze śliwki, ale to nie miało jakiegokolwiek znaczenia. W końcu spędzi tu tylko jedną noc.
     Rzucił torbę nieopodal łóżka i wyszedł z pokoju, aby kupić coś do jedzenia. Niedaleko motelu była knajpka, więc tam też się udał. Wrócił z reklamówką pełną swojego ulubionego "śmieciowego" posiłku i trzema piwami. Usiadł przy stoliku i zabrał się za konsumpcję, gdy nagle zadzwonił telefon.
— Co jest Sammy? — powiedział po odebraniu połączenia, choć miał chwilę zawahania. 
— Gdzie jesteś, wszystko w porządku? — zasypywał go pytaniami. 
     Dean wywrócił teatralnie oczyma i bezgłośnie westchnął. 
— Tak, wszystko dobrze — odparł. — Jestem w Nashville, jutro z rana wyjeżdżam dalej. 
— Czyli nie masz zamiaru jeszcze wracać? — zapytał z nadzieją, że usłyszy inną odpowiedź. 
     Teraz poczuł się lekko podirytowany pytaniem brata. Doskonale wiedział, że póki co nie wróci. Nie miał do czego tam wracać, a on i tak miał nadzieję na jego rychły powrót, który może nigdy nie nastąpi. 
— Już nigdy tam nie wrócę, Sammy — wypalił bez zastanowienia. 
— Nawet jeśli jest cień szansy, abyś mógł być z Madeline? Uwierz mi, że niedługo tak się może stać, dzieli nas co najmniej kilka dni od tego, tyle Ci mogę powiedzieć na dzień dzisiejszy — starał się go zachęcić i chyba mu się to udało, o ile jego brat ponownie nie zrezygnuje z szansy na miłość. 


Mystic Falls, pensjonat Salvatore'ów
Znalezione obrazy dla zapytania lily collins gif     Damon wraz ze swoimi gośćmi siedział w salonie popijając bourbona. Rozmowa trwała w najlepsze. Głównie składała się ze wspomnień z roku 1942, które już zaczęły powoli nudzić Salvatore'a. Odkąd tutaj przyjechali to jedyny temat, który jest przeważnie poruszany w tym towarzystwie. 
     Jego uwagę przykuły spojrzenia Rosie, która dosłownie pożerała go wzrokiem. Podobało mu się to, ale nie zamierzał z tym nic więcej robić. W końcu niedługo ma zamiar poślubić Madeline, a zgrzeszenie z tak młodą i piękną wampirzycą byłoby nie na miejscu. Jednakże z każdą kolejną szklanką bourbona miał ochotę zmienić zdanie. Z zamyśleń wyrwał go Archibald, który wstał z fotela. 
— Pójdę zapolować na coś — powiedział ochrypłym głosem. — Rosie, idziesz?
— Nie jestem głodna, kochany — odpowiedziała słodkim głosem. — Zostanę tutaj. 
     Guarniere przytaknął głowę i opuścił ich towarzystwo, zostawiając ich samych. Panna Mountgomery delikatnie się uśmiechnęła pod nosem, wzrok jej pozostawał spuszczony. Miała ochotę wykorzystać okazję, że nie ma nikogo w domu oprócz nich. Już od dwóch dni czekała na ten moment. Może to jest ten odpowiedni? Musiała w końcu zrobić ten pierwszy krok w jego stronę. 
     Damon kątem oka zerknął na swoją towarzyszkę. Miał wrażenie jakby miała się na niego za moment rzucić, ale błagał, aby to się nie zdarzyło. Robiła stopniowe podchody, co do jego osoby. 
     Rosie wstała z fotela i wolnym, ale zgrabnym, pewnym krokiem ruszyła w jego kierunku. W między czasie rozpięła dwa pierwsze guziki od swojej koszuli, aby wyglądać bardziej ponętniej i kusząco. Chciała zwrócić jego uwagę i chyba jej się to udało. Salvatore wlepił w nią swój wzrok, na co ona zareagowała cichym westchnięciem. Usiadła obok niego, opuszkami palców niewinnie przejechała po jego udzie, ale on tylko niespokojnie drgnął. Uśmiechnęła się pod nosem. 
— Mogę wiedzieć, co Ty w tej chwili wyprawiasz? — zapytał chrypliwym głosem. 
     Jej kąciki ust ponownie uniosły się ku górze, ale nie miała zamiaru odpowiadać. Chciała od razu przejść do czynów, a nie pustych słów. Jej usta zaczęły zbliżać się do jego, ale ten gwałtownie wstał. 
— O nie, nie, nie kochana — pokiwał jej palcem tuż przed twarzą. — Zapomnij, że coś z tego będzie. Tak dla przypomnienia... Jestem z Madeline, jakbyś nie pamiętała — dodał. 
— Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, Damon'ie — powiedziała i przygryzła dolną wargę. — Jednakże jesteś tak pociągający, że trudno się powstrzymać... Madeline nie da Ci tego, co mogę dać Ci ja. 
     Kruczowłosy pokiwał głową na boki. Może i miała trochę w tym racji, ale on miał nadal nadzieję, że ułoży mu się z Madeline i stworzą parę jakiej świat jeszcze nie widział. Postanowił ulotnić się z domu, aby nie dać się zmanipulować i nie popełnić błędu, który mógłby zaważyć nad jego przyszłością. 


Nashvillee, Tennessee, następnego dnia rano
Znalezione obrazy dla zapytania dean gif bed     Dźwięk budzika rozniósł się na cały pokój. Niechętnie otworzył oczy i podciągnął się w stronę szafki nocnej, aby go wyłączyć. Nastała godzina szósta rano, a on za niecałe półgodziny powinien być już w drodze. Usiadł na skraju łóżka i chwycił za telefon. Miał nieodebrane połączenia od Sam'a i wiadomość od Madeline, co go bardzo zdziwiło. Odczytał wiadomość, która zawierała dwa, krótkie zdania: "Nie proszę o Twój powrót. Proszę tylko cztery słowa "wszystko u mnie dobrze", a będę spać spokojnie."
     Wczoraj wieczorem sporo myślał nad słowami swojego brata. Był ciekaw, co  Sammy miał na myśli mówiąc, że jest cień szansy na bycie z Madeline. Czyżby miała zamiar rozstać się z Salvatore'm, nie układa im się i dalszy związek nie ma sensu? Nie dowiedział się za wiele na ten temat, ale może niedługo sam zadzwoni i mu wszystko wyjaśni. Pozostało tylko pytanie, czy odważyłby się na powrót do Mysitc Falls i postarać się stworzyć szczęśliwy związek z panna Pierce?
     Bezgłośnie westchnął, po czym odłożył telefon na stolik. Sam nie wiedział, czy jej odpisać, czy też nie. A może lepiej by było, gdyby to zrobił? Przestałaby się o niego martwić, a może nawet go sobie już odpuści i ułoży życie na nowo? Miał tak wiele pytań, ale żadnych odpowiedzi. Nie miał pojęcia co robić. Wiedział tylko, że do Mystic Falls tak prędko nie wróci, albo jego noga już tam nigdy nie postanie. 
     Udał się do łazienki, gdzie wziął prysznic, wyczyścił zęby i załatwił inne poranne potrzeby. Przebrał się w czyste ubrania, torbę zarzucił na ramię i wyszedł z pokoju. Zaszedł na recepcję, gdzie zapłacił za noc i oddał klucze. Wsiadł do samochodu, wyciągnął telefon z kieszeni. Wybrał numer do Madeline i wystukał na klawiaturze "Wszystko u mnie dobrze. Nie martw się i bądź szczęśliwa", po czym wysłał i odjechał. 


✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽ ✽
Witajcie ponownie. Rozdział beznadziejny, ale dodany, choć nawet nie wiem dlaczego to zrobiłam. Później będę się za to sama na siebie złościć, ale... Mniejsza z tym. Rozdział krótki, ale tak jak mówiłam - teraz ujrzycie tylko takie. Miałam wczoraj i dzisiaj trochę wolnego, więc co nieco napisałam. Obiecywałam dokończyć bloga i tak też zrobię. Obiecuję również, że w następnym będzie więcej akcji, niż w tym. Do zobaczenia!